Po powrocie z Santiago, wielu znajomych zadaje nam pytanie, jak było, jak to wszystko (tam) wygląda. Trudno w kilku zdaniach odpowiedzieć na takie pytanie, chyba że odpowiemy – było super - ale takiej krótkiej odpowiedzi raczej nikt nie chce ;-) By opowiedzieć o tym jak było, musimy najpierw opowiedzieć o samej drodze. Nie będzie to długi opis, bo dokładne informacje na temat Camino można znaleźć w sieci, ot kilka zdań opisujących dzień na szlaku.
Do Santiago prowadzi wiele dróg, najbardziej znaną i popularną jest szlag Francuski, który ma 790 km. Przejście całego pieszo, to co najmniej miesiąc wędrówki, mało kto może sobie pozwolić na tyle urlopu. Wielu pielgrzymów pokonuje tą drogę w kawałkach, po kilkaset kilometrów na rok. Po roku wracają do miejsca gdzie skończyli i dalej. Takie rozwiązanie ma swoje zalety ale i wady. Dla Polaków, którzy muszą polecieć (czytaj zapłacić) do Hiszpanii np. 3 razy (jeśli podzielimy szlak na 3 części) jest to droga impreza, szczególnie jeśli jak my, chcieliby przejść szlak z dziećmi. Jak więc rozwiązać ten problem? Przejść fragment drogi, najlepiej końcowy, żeby dojść do Santiago. My postanowiliśmy przejść ostatnie 190 km, z Villafranca del Bierzo.
Szlak jest wytyczony zgodnie z tym jak szli pielgrzymi kilkaset lat temu. Prowadzi wioskami, miastami, lasami, polami, również wzdłuż dróg. Jest bardzo dobrze oznakowany, żółtymi strzałkami i muszlami. Trudno się na nim zgubić, jeśli już to w większych miastach, ale przy wyjściu na pewno trafi się na jakąś strzałkę ;-) W mijanych miastach znajdują się albergi, to rodzaj schronisk dla pielgrzymów. Mogą być to albergi prowadzone przez kościół, przez osoby prywatne i państwo. My najczęściej korzystaliśmy z tych ostatnich, jest ich sporo i są dość tanie (5E od osoby). Schroniska są bardzo czyste, często dostaje się jednorazową bieliznę pościelną (prześcieradło + powłoczka na poduszkę), trzeba mieć śpiwór lub coś innego do przykrycia. W albergach są prysznice, często kuchnie, gdzie można coś ugotować. W mijanych miastach (wioskach) możemy znaleźć jedną, dwie i więcej alberg. Jeśli uznajemy, że w danym dniu zrobiliśmy dość kilometrów, zatrzymujemy się tam, płacimy i śpimy ;-).
W Hiszpanii jest taka sama godzina jak w Polsce, ale ponieważ państwo to znajduje się około 2h bliżej południka 0 stopni, więc godziny są tak jakby przesunięte. Oznacza to tyle, że o 7 jest jeszcze ciemno, a o 22 jasno. By uniknąć upałów i braku miejsca w albergach (co w końcówce jest częste) wstawaliśmy przed 6-tą, a wyruszaliśmy około 6:30. Dziennie robiliśmy około 25km, na miejscu byliśmy około 14tej. Jeśli dzień był ciepły, to po 14-tej zaczynały się upały, które trwały do około 19-tej.
W mijanych kościołach, barach, albergach do specjalnych paszportów pielgrzyma zbieramy pieczątki (przynajmniej 1 na dzień). Po co? To nasze potwierdzenie, że jesteśmy pielgrzymami, dzięki temu możemy spać w albergach, a na koniec na podstawie tego dostajemy w Santiago potwierdzenie odbycia pielgrzymki - compostelę. To najważniejsza pamiątka z drogi. By ją dostać należy pieszo przejść przynajmniej 100 km, lub 200 km na rowerze.
W mijanych barach można coś zjeść, napić się, jest specjalne menu peregrino – menu pielgrzyma, z głodu (jeśli mamy pieniądze ;-) ) nie umrzemy.