poniedziałek, 30 lipca 2012

Po Gigantach

Camino, Santiago, Camino… ostatnio krążymy tylko w tym rejonie. Nie dziwcie się, ta droga naprawdę jest niesamowita, już teraz zastanawiamy się jak i kiedy pójdziemy nią znowu :-) Dzisiaj jednak zmienimy temat, za sprawą premiery Giganci Teatru A, na której byliśmy z Izą i przyjaciółmi w ubiegłą sobotę. Nim opiszę samych Gigantów, wypadałoby napisać kilka słów o wykonawcach.

Teatr A – czytamy na stronie WWW – jest offowym, autorskim, zawodowym teatrem religijnym. Brzmi intrygująco, prawda? Powstał w 1996 roku, w repertuarze ma kilkanaście przedstawień. Część z nich to spektakle muzyczne, część – widowiska uliczne, mają nawet na koncie para kabaret biblijny.

Miałem możliwość być na ich dwu występach, oraz kilka zobaczyć na dvd. Cóż, jestem ich fanem. Podoba mi się estetyka przedstawień, podobają rozwiązania techniczne, muzyczne… no i tematyka. Teatr A to teatr nowoczesny, nie każdemu może się spodobać. Przedstawienia są niejednokrotnie odważne, dlatego warto trochę przeczytać na jaki się idzie, nim weźmiemy ze sobą całą rodzinę.

Z tych co widziałem zdecydowanie najbardziej podobały mi się dwa: Apokalipsa i Pelikan. Dwa jakże różne, pierwsze to ogromne przedsięwzięcie, widowisko uliczne (chociaż oglądałem je na scenie ;-) ), trudne do zrealizowania, bardzo głębokie. Pelikan to spektakl prawie kameralny, z rewelacyjną muzyką i tematem. Mam nadzieję, że Teatr uda się ściągnąć do Wodzisławia, do WCK, że mieszkańcy naszego miasta będą mogli zapoznać się z tym ciekawym zespołem.

A jak podobali mi się Giganci? Po raz kolejny byłem zaskoczony. Gdy dotarliśmy na miejsce, zobaczyliśmy małą okrągłą scenę. Jak na teatr uliczny to nawet bardzo małą. Ale… oglądać spektakl można było z dowolnego miejsca, a scena w trakcie przedstawienia zmieniała się. Aktorzy występowali również na rusztowaniach znajdujących się na scenie, wizualizację dodatkowo potęgowały filmy na specjalnych foliach(?), efekty dymne, pirotechniczne. Pod względem realizacji spektakl był rewelacyjny. Pod względem tematu… mniej mi się podobał. Nawiązywał do Księgi Rodzaju, dokładnie do fragmentu:
 
A kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi, rodziły im się córki. Synowie Boga, widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały.Wtedy Bóg rzekł: "Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną: niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat". A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach. (Rdz 6,1-4)

Zaintrygowanych tematem odsyłam (podobnie jak autorzy teatru) do tekstu O.Jacka Salija OP http://mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_13.htm

Czego brakowało mi w przedstawieniu? Głębi. Spektakl w dużym stopniu opowiadał o upadku człowieka, o grzechach, co oczywiście jest bardzo istotne (nie grzech, tylko świadomość naszej grzeszności), ale brakowało mi czegoś więcej. Pod koniec spektakl zmienia się, pojawia się motyw potopu, który zrealizowany jest genialnie, który zmienia stylistykę… ale to już na sam koniec. Z racji opowieści o grzechu, o upadku, na scenie rozgrywają się dość odważne sceny, dlatego lepiej nie iść na to przedstawienie z młodszymi dziećmi. To tyle na temat Gigantów, mimo że podobali mi się mniej, niż inne przedstawienia spektaklu, to oczywiście polecam, bo w tym przypadku słabszy nie znaczy zły.