niedziela, 12 sierpnia 2012

Dzieci i rodzice

Nie tak dawno mięliśmy okazję usłyszeć świadectwo matki, która powiedziała: "mam piątkę dzieci. Dwoje Pan wziął do siebie" i dalej "to nie są nasze dzieci, one są nam tylko oddane na pewien czas".

Jak trudno być rodzicem, wiedzą... moi rodzice. Wie mama, która jest obecnie babcią i prababcią, wie tata, który mam nadzieję spogląda na mnie z góry i modli się za naszą rodziną. Uczę się ojcostwa, rodzicielstwa od przeszło 16 lat i jestem wdzięczny Bogu za dzieci jakie mi i Izie powierzył.

Nasze dzieci są obecnie na rekolekcjach oazowych. Klaudia na 1 stopniu, Weronika na 0 OND, jesteśmy z tego powodu szczęśliwi. Jak wierzący rodzic może nie być szczęśliwy, gdy dzieci zmierzają w kierunku Boga? Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że zmierzamy ku niemu razem. My rodzice zachęcaliśmy Klaudię, by zaczęła uczęszczać na oazę, a ona, między innymi jej świadectwo, spowodowało że my jesteśmy w Domowym Kościele. Z kolei nasze wspólne rekolekcje, modlitwa, przyczyniły się, że również Weronika pojawiła się na oazie.

Im dłużej jestem rodzicem, tym większą mam świadomość, że nie ode mnie (na szczęście) zależy wychowanie dzieci. Jestem narzędziem, słabym i nie najlepszym, którego celem jest pokazanie dzieciom drogi. Nasze córki uczą się dobrze, to inteligentne "kozy", ale najważniejsze, że są dobre. Nie wiem jakie skończą szkoły, jak potoczy się ich życie, ale modlę się by były zawsze przy Bogu, by były dobre, by dobrze wybrały swoje powołanie.

Nasze dzieci są poza domem, domem który zrobił się pusty, cichy i... czystszy ;-) Tęsknimy za nimi, chociaż nie ma ich dopiero kilka dni...