Początkowo tytuł miał być "Kwarantanna u Kamedułów", ale uznałem że brzmi zbyt tableidowo. a chyba nie o to chodzi. Po raz dziewiąty odwiedziłem braci Kamedułów, za rok impreza - śmiał się brat Jan. Wróciłem dwa dni temu, w powoli rozpełzającej się u nas pandemii. Będąc u braci zastanawiałem się, co by się stało gdyby mnie tam zastała kwarantanna. Z jednej strony to święte miejsce, z drugiej daleko od żony, dzieci, rodziny.
Dziewiąty raz, czyli pierwszym razem byłem 8 lat temu, w 2012. Sporo czasu minęło, sporo zmieniło się w życiu moim i mojej rodziny, dużo zmieniło się na świecie. A Kameduli? Domyślna odpowiedź - oni się nie zmienili... a jednak nie. Zmienili się. Świat dotyka również ich i fizycznie - nie ma co się oszukiwać, coraz więcej zmarszczek jest na naszych twarzach, coraz więcej nas łupie w kościach (piszę w liczbie mnogiej bo dotyczy to zarówno ich jak i mnie) - ale zmieniło się sporo również wewnątrz klasztoru.
Kameduli atakowani przez świat, musieli trochę przymknąć drzwi. Nie ma już 12 dni otwartych, nie ma tylu eucharystii w tych dniach co poprzednio. Troszkę zmienił się też ich plan, a może nie tyle plan co dostępność dla gości. Trochę to smutne, ale rozumiem ich postanowienia, rozumiem co jest tego powodem.
A jednak jest coś co się nie zmienia. Spotkanie z Bogiem. Ten jest Trwały, Wierny, Stały w swojej dynamice. Czeka z miłością i słowem. Modlitwa u braci się nie zmienia, zmieniły się brewiarze, ale Słowo Trwa. Bóg ciągle tak samo mówi do nas, do mnie. Moje otwarcie na jego łaskę bywa różne,
ale On jest cierpliwy, wyrozumiały. Jego Słowa o Miłości i Miłosierdziu się nie zmieniają.
Cztery dni, a właściwie 3 doby, były czasem dobrym, bez fajerwerków, ale do tego coraz bardziej się przyzwyczajam. Była modlitwa, była lektura, spacer i krótsza niż zwykle rozmowa z Janem Chrzcicielem. Była obserwacja, było poirytowanie na siebie, bark skupienia, tęsknota, ale była też msza w języku łacińskim, pierwsza w moim życiu.
...
Pierwszy wpis na tym blogu wrzucony był 16 kwietnia 2012 roku. Prawie osiem lat temu. Początkowo wpisy publikowaliśmy całą rodziną, Iza, Klaudia, Weronika i ja. Zostałem ja.
Ubiegły rok był czasem bardzo małej aktywności. To nie znaczy, że nie traciłem czasu dla Boga, starałem się to robić w innych miejscach nie w sieci. Tu nadmiar innych spraw trochę mnie przytłoczył, przybił, brakowało czasu i weny. Zastanawiałem się czy to ma sens. Pod koniec roku kilka razy w słowie dostałem ponaglenie, przynajmniej tak je odczytałem, czy dobrze?
W tym roku pewnie zauważyłeś bracie/siostro który(a) to czytasz, o ile ktoś to czyta, że pojawiło się dużo grafik ze słowami. To z moich namiotów spotkania z każdego dnia. Chciałbym publikować to codziennie, ale czy dam radę? Nie zawsze będę miał dostęp do komputera. To słowo i mini nauka greckiego. Korzystam z Biblii Oblubienicy - http://biblia.oblubienica.eu/ Uczę się Greki? Chciałbym, na razie różnie to bywa ;)
Mniej jest i pewnie będzie mniej moich tekstów, bo co mogę powiedzieć, Jego Słowa są Istotne, nie moje.
Czas leci, jedno zostało za co dziękuję Bogu. Tęsknota. Nie wiem czym na to sobie zasłużyłem, ale ciągle jest w moim sercu tęsknota, za Tobą Elochim, za Tobą który mi się dałeś poznać.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz