Na zakończenie opisu dnia w drodze,
wspomniałem o współpielgrzymach. To oni są na Camino
najważniejsi (oczywiście po Bogu, jeśli idziemy z taką
świadomością). Iza w swoim opisie wspomniała o jednym aniele –
ojcu Rafale. Dzisiaj opowiem o innych...
Aniołowie Camino
Spotykaliśmy ich od
pierwszego dnia. Często nie znamy ich imion, ich twarze znikną z
naszej pamięci za miesiąc, rok, kilka lat. Dopóki pamiętamy,
możemy i chcemy za nich podziękować. Chcemy szczególnie za
tych, którzy pojawiali się na naszym szlaku częściej.
Panie, weź pod Swoją
opiekę tych wszystkich, którzy zmierzali (i zmierzają) do
grobu Twojego ucznia i brata, Jakuba. Błogosław im i wysłuchaj ich
próśb. Dotykaj ich w codziennym życiu. Błogosław
wszystkich pielgrzymom, dla nas byli aniołami Camino.
Teresę
i Mirka spotkaliśmy jeszcze w Madrycie, na dworcu autobusowym.
Wspólnie szukaliśmy autobusu, im pomagała Hiszpanka
studiująca wcześniej w Krakowie. Zaczynali drogę w Ponferrada, a
skończyć chcieli w Finisterre, tak też zrobili. Spotkaliśmy się
jeszcze raz w Monte del Gozo, tam mieliśmy czas na bliższe
poznanie, na wspólną mszę.
Jezu, błogosław
wszystkim Polskim pielgrzymom, którzy mimo trudów,
odległości, zdecydowali się iść do grobu św Jakuba. Dodawaj im
siły na każdym momencie Drogi, tej do Santiago i tej do Ciebie.
Dawid i jego mama
pojawili się na naszej drodze już pierwszego dnia, w alberdze w La
Faba. Dawid „zaatakował” Weronikę pytaniem: „Czy wiesz że
Chrystus był żydem?”. Dziwne pytanie jak na 16 letniego
Niemieckiego chłopaka. Tylko że... to nie był Niemiec (jak nam się
wydawało), to był Izraelita. Dowiedzieliśmy się o tym pod koniec
pielgrzymki. Dawid był zaskoczony, że tego nie wiemy. Wszystko
wynikało z nieporozumienia w trakcie pierwszej rozmowy z Weroniką.
Inteligentny chłopak i jego mama, którą często widywaliśmy
w okolicach kościoła...
Panie, błogosław
Twojemu wybranemu narodowi. Narodowi, który najbardziej Cię
znał, a który Cię nie poznał. Pomóż im w
poszukiwaniu Siebie, żeby poznawali Cię w słowie Jezus.
Sonsolis, jej męża i
przyjaciół po raz pierwszy zobaczyliśmy tego samego dnia co
Dawida. Na pierwszą rozmowę przyszedł jeszcze czas. Zobaczyliśmy
ich w kościele w trakcie nabożeństwa modlitewnego i zapamiętaliśmy
z powodu jej niesamowitego głosu i śpiewu. Po raz drugi poznaliśmy
ich w jednym z barów, gdzie opowiadała nam o swojej drodze do
Santiago, rozdzielonej na 3 lata. Po raz kolejny w kościołach, na
drodze, w czasie postojów. Przy jednym z kościołów
dostałem od nich koszulkę, która była wykonywana ręcznie w
szkole w której uczą. Potem był wspólny marsz,
śpiewy, opowiadanie o rodzinie. Kulminacją było spotkanie w
Santiago, po mszy w katedrze. Wydawało nam się, że już nikogo ze
znajomych nie spotkamy, a tu... Iza zauważyła uśmiechniętą,
machającą Sonsolis. Uściskaliśmy się wspólnie,
serdecznie. Wspólna droga przybliża, wspólne Camino
zbliża! To już nie znajomi z pielgrzymki, to siostra i bracia z
Camino. Na pożegnanie były łzy i koszulka, tym razem nasza z
naszej parafialnej pielgrzymki do Częstochowy. Został nam mail... i
zaproszenie, czekają na nas trzy domy pod Madrytem, a dla nich
mieszkanie w Wodzisławiu.
Boże, błogosław
Kościół Hiszpański, błogosław cały Kościół.
Błogosław Sonsolis, jej mężowi i znajomym, tym samym którzy
wspólnie wieczorami modlili się do Ciebie. Obdarzaj ich siłą,
wiarą, rodziny opieką i miłością.
W trakcie nabożeństwa,
tego samego gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy Sonsolis, odbyło się
obmycie nóg. Nóg współpielgrzymów. To
było wzruszające przeżycie, w którym wzięło udział kilka
osób w tym ja. Myłem nogi (chyba) Francuzowi. Nie wiem jak
miał na imię, nie wiem do końca czy był to Francuz. Spotkaliśmy
z nim i jego żoną? na trasie jeszcze z dwa razy. Zawsze w okolicy
kościołów. Zawsze z uśmiechem, połączeni niewidzialną
nicią...
Miłość i służba,
to to co najważniejsze. Panie, błogosław nam i naszym bliźnim.
Wszystkim bliźnim na Camino życia.
Mówię po włosku,
francusku, hiszpańsku, holendersku; rozumiem trochę po angielsku i
niemiecku - tak przedstawił mi się Giacomo. Ja mówię po
polsku, angielsku i trochę po rosyjsku. Coś tam rozumiem po
niemiecku. No to się dogadamy :-) A jednak. Słowa Giacomo –
„piano, piano... coś tam coś tam” - czyli powolutku do celu,
stały się dla nas nie tylko określeniem na Giacomo, ale pewnego
rodzaju muzyką. Starszy mężczyzna, dziadek mający 2 wnuków
i wnuczkę, pozostanie w moim sercu na zawsze. Poznany na szlaku,
potem wspólne „rozmowy” w albergach... i niestety
rozstaliśmy się bez pożegnania. Wygląda jak święty Mikołaj –
powiedziała Klaudia. Gdy mu to powiedziałem, uśmiechnął się
(właściwie uśmiechał się cały czas) i powiedział, Giacomo to
Jakub, nie Mikołaj. I tak Jakub wędrował z nami do grobu Jakuba
:-)
Panie, pobłogosław
Giacomo i jego rodzinie. Daj mu siły, by zawsze z uśmiechem na
twarzy wędrował drogą życia do Ciebie. Powoli, do celu jakim
jesteś Ty. Piano, piano...
Gdy go mijałem,
rozmawiał przez komórkę. Rozmawiał po polsku, co nie jest
częstym widokiem na drodze. Gdy nas mijał zaczepiłem go, w naszym
języku.
- Aaaa, usłyszeliście jak mówiłem przez telefon – uśmiechnął się.
Polski ksiądz, który
drogą do Jakuba chciał podziękować za 20 lat kapłaństwa. Ksiądz
o dużej charyzmie (szliśmy razem tylko pół dnia, ale takie
coś czuć). Ksiądz który spowodował, że Weronice minęło
zmęczenie, a nas zaraził wizją pielgrzymki do Asyżu. Ksiądz,
który miał mało czasu, więc do Santiago prawie biegł...
jak jeleń.
- Bo tak mam na nazwisko – roześmiał się.
Panie, błogosław
wszystkim kapłanom, tym mającym rok, tym mającym 10, 20, 50 i
więcej lat kapłaństwa. Dodawaj im siły w tej trudnej posłudze
jaką wybrali, w tej drodze, drodze do Ciebie.
W życiu, w małżeństwie
są dni lepsze, są i gorsze. Na dzień przed naszą 19-tą rocznicą
mieliśmy ten gorszy. W rocznicę spotkał nas anioł, który
dzień nie najlepiej rozpoczęty zamienił na świetny. Ojciec,
ksiądz, brat Rafał, tak go trochę przekornie nazywaliśmy.
Kapłanem był dwa lata, jeszcze świeżym, jeszcze szalonym,
kompletnie innym od wcześniej spotkanego 20 letniego. W naszą
rocznicę odprawił nam mszę, w której wzięliśmy udział my
i jakiś 3 przypadkiem trafionych ludzi. Msza po Polsku, odśpiewana
przez nasze córki, niesamowita. Rafał towarzyszył z nami już
do końca, do Santiago. Uśmiechnięty, szalony... taki dumny gdy
koncelebrował eucharystię w katedrze. Jesteśmy umówieni na
wspólne spotkanie pod koniec sierpnia, mamy nadzieję, że to
początek dłuższej znajomości.
Boże, błogosław
Rafałowi, błogosław wszystkim braciom i ojcom Pijarom. Niech
głoszą Twoje słowo, niech nauczają o Tobie i o świecie zgodnie
ze swoim charyzmatem.
Byli jeszcze inni, z
którymi poznaliśmy się trochę mniej. Był krępy
Włoch/Hiszpan? z wysokim kolegą o niskim, przylegającym do ziemi
głosie. Była Azjatka, którą Iza wielokrotnie widywała w
kościele. Był ksiądz z USA który wyglądał jak Japończyk,
Chińczyk ale nie jak Amerykanin. Ksiądz który kocha Jana
Pawła II. Byli studenci z Brazylii, kończący naukę w Hiszpanii
pielgrzymką do grobu Jakuba. Był wysoki nieznajomy, spokojnie
kroczący szlakiem, wielokrotnie widziany przez nas w kościele.
Ostatnia osoba ze znajomych którą spotkaliśmy w Santiago w
dniu wyjazdu. Był młody Hiszpan, znający Polskę, ceniący polskie
jedzenie, z którym dogadałem się przy okazji czekania aż
moje panie się wykąpią (Hiszpan ma 3 siostry i rozumiał moje
zniecierpliwienie). Był młodziutki Hiszpan znający Włoski,
Francuski, Angielski, trochę Rosyjski, Chiński i jak się okazało
Polski :-) Zaskoczył nas właśnie pozdrawiając nas po polsku. Był
Holender, tata z 3 dzieci, które stęsknione widoku młodych
na szlaku postanowiły porozmawiać z naszymi dziećmi. Była Ania z
chłopakiem(?) z Polski. Był nieznajomy Polak z partnerką
anglojęzyczną, którego mijaliśmy wielokrotnie, z którym
się pozdrawialiśmy, który dawał nam dobre rady. Był w
końcu dziwny pielgrzym z psem Bobo.
Było ich tak wielu. Tak
niesamowitych ludzi. Aniołów z którymi powiązała nas
pielgrzymka, droga. Ludzi, o których nie wiemy czy szukali Cię
Panie, czy tylko szli. Ale nawet jeśli tylko szli, to na pewno
odczuli Ciebie. Bo w tej drodze nie da się Ciebie nie odczuć. Ty
Jesteś wszędzie na Camino, w geście, w uśmiechu bliźniego.
Błogosław im wszystkim, błogosław nam.