piątek, 27 lipca 2012

Pielgrzymi

Na zakończenie opisu dnia w drodze, wspomniałem o współpielgrzymach. To oni są na Camino najważniejsi (oczywiście po Bogu, jeśli idziemy z taką świadomością). Iza w swoim opisie wspomniała o jednym aniele – ojcu Rafale. Dzisiaj opowiem o innych...

Aniołowie Camino

Spotykaliśmy ich od pierwszego dnia. Często nie znamy ich imion, ich twarze znikną z naszej pamięci za miesiąc, rok, kilka lat. Dopóki pamiętamy, możemy i chcemy za nich podziękować. Chcemy szczególnie za tych, którzy pojawiali się na naszym szlaku częściej.

Panie, weź pod Swoją opiekę tych wszystkich, którzy zmierzali (i zmierzają) do grobu Twojego ucznia i brata, Jakuba. Błogosław im i wysłuchaj ich próśb. Dotykaj ich w codziennym życiu. Błogosław wszystkich pielgrzymom, dla nas byli aniołami Camino.

Teresę i Mirka spotkaliśmy jeszcze w Madrycie, na dworcu autobusowym. Wspólnie szukaliśmy autobusu, im pomagała Hiszpanka studiująca wcześniej w Krakowie. Zaczynali drogę w Ponferrada, a skończyć chcieli w Finisterre, tak też zrobili. Spotkaliśmy się jeszcze raz w Monte del Gozo, tam mieliśmy czas na bliższe poznanie, na wspólną mszę.

Jezu, błogosław wszystkim Polskim pielgrzymom, którzy mimo trudów, odległości, zdecydowali się iść do grobu św Jakuba. Dodawaj im siły na każdym momencie Drogi, tej do Santiago i tej do Ciebie.

Dawid i jego mama pojawili się na naszej drodze już pierwszego dnia, w alberdze w La Faba. Dawid „zaatakował” Weronikę pytaniem: „Czy wiesz że Chrystus był żydem?”. Dziwne pytanie jak na 16 letniego Niemieckiego chłopaka. Tylko że... to nie był Niemiec (jak nam się wydawało), to był Izraelita. Dowiedzieliśmy się o tym pod koniec pielgrzymki. Dawid był zaskoczony, że tego nie wiemy. Wszystko wynikało z nieporozumienia w trakcie pierwszej rozmowy z Weroniką. Inteligentny chłopak i jego mama, którą często widywaliśmy w okolicach kościoła...

Panie, błogosław Twojemu wybranemu narodowi. Narodowi, który najbardziej Cię znał, a który Cię nie poznał. Pomóż im w poszukiwaniu Siebie, żeby poznawali Cię w słowie Jezus.

Sonsolis, jej męża i przyjaciół po raz pierwszy zobaczyliśmy tego samego dnia co Dawida. Na pierwszą rozmowę przyszedł jeszcze czas. Zobaczyliśmy ich w kościele w trakcie nabożeństwa modlitewnego i zapamiętaliśmy z powodu jej niesamowitego głosu i śpiewu. Po raz drugi poznaliśmy ich w jednym z barów, gdzie opowiadała nam o swojej drodze do Santiago, rozdzielonej na 3 lata. Po raz kolejny w kościołach, na drodze, w czasie postojów. Przy jednym z kościołów dostałem od nich koszulkę, która była wykonywana ręcznie w szkole w której uczą. Potem był wspólny marsz, śpiewy, opowiadanie o rodzinie. Kulminacją było spotkanie w Santiago, po mszy w katedrze. Wydawało nam się, że już nikogo ze znajomych nie spotkamy, a tu... Iza zauważyła uśmiechniętą, machającą Sonsolis. Uściskaliśmy się wspólnie, serdecznie. Wspólna droga przybliża, wspólne Camino zbliża! To już nie znajomi z pielgrzymki, to siostra i bracia z Camino. Na pożegnanie były łzy i koszulka, tym razem nasza z naszej parafialnej pielgrzymki do Częstochowy. Został nam mail... i zaproszenie, czekają na nas trzy domy pod Madrytem, a dla nich mieszkanie w Wodzisławiu.

Boże, błogosław Kościół Hiszpański, błogosław cały Kościół. Błogosław Sonsolis, jej mężowi i znajomym, tym samym którzy wspólnie wieczorami modlili się do Ciebie. Obdarzaj ich siłą, wiarą, rodziny opieką i miłością.

W trakcie nabożeństwa, tego samego gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy Sonsolis, odbyło się obmycie nóg. Nóg współpielgrzymów. To było wzruszające przeżycie, w którym wzięło udział kilka osób w tym ja. Myłem nogi (chyba) Francuzowi. Nie wiem jak miał na imię, nie wiem do końca czy był to Francuz. Spotkaliśmy z nim i jego żoną? na trasie jeszcze z dwa razy. Zawsze w okolicy kościołów. Zawsze z uśmiechem, połączeni niewidzialną nicią...

Miłość i służba, to to co najważniejsze. Panie, błogosław nam i naszym bliźnim. Wszystkim bliźnim na Camino życia.

Mówię po włosku, francusku, hiszpańsku, holendersku; rozumiem trochę po angielsku i niemiecku - tak przedstawił mi się Giacomo. Ja mówię po polsku, angielsku i trochę po rosyjsku. Coś tam rozumiem po niemiecku. No to się dogadamy :-) A jednak. Słowa Giacomo – „piano, piano... coś tam coś tam” - czyli powolutku do celu, stały się dla nas nie tylko określeniem na Giacomo, ale pewnego rodzaju muzyką. Starszy mężczyzna, dziadek mający 2 wnuków i wnuczkę, pozostanie w moim sercu na zawsze. Poznany na szlaku, potem wspólne „rozmowy” w albergach... i niestety rozstaliśmy się bez pożegnania. Wygląda jak święty Mikołaj – powiedziała Klaudia. Gdy mu to powiedziałem, uśmiechnął się (właściwie uśmiechał się cały czas) i powiedział, Giacomo to Jakub, nie Mikołaj. I tak Jakub wędrował z nami do grobu Jakuba :-)

Panie, pobłogosław Giacomo i jego rodzinie. Daj mu siły, by zawsze z uśmiechem na twarzy wędrował drogą życia do Ciebie. Powoli, do celu jakim jesteś Ty. Piano, piano...

Gdy go mijałem, rozmawiał przez komórkę. Rozmawiał po polsku, co nie jest częstym widokiem na drodze. Gdy nas mijał zaczepiłem go, w naszym języku.
  • Aaaa, usłyszeliście jak mówiłem przez telefon – uśmiechnął się.
Polski ksiądz, który drogą do Jakuba chciał podziękować za 20 lat kapłaństwa. Ksiądz o dużej charyzmie (szliśmy razem tylko pół dnia, ale takie coś czuć). Ksiądz który spowodował, że Weronice minęło zmęczenie, a nas zaraził wizją pielgrzymki do Asyżu. Ksiądz, który miał mało czasu, więc do Santiago prawie biegł... jak jeleń.
  • Bo tak mam na nazwisko – roześmiał się.

Panie, błogosław wszystkim kapłanom, tym mającym rok, tym mającym 10, 20, 50 i więcej lat kapłaństwa. Dodawaj im siły w tej trudnej posłudze jaką wybrali, w tej drodze, drodze do Ciebie.

W życiu, w małżeństwie są dni lepsze, są i gorsze. Na dzień przed naszą 19-tą rocznicą mieliśmy ten gorszy. W rocznicę spotkał nas anioł, który dzień nie najlepiej rozpoczęty zamienił na świetny. Ojciec, ksiądz, brat Rafał, tak go trochę przekornie nazywaliśmy. Kapłanem był dwa lata, jeszcze świeżym, jeszcze szalonym, kompletnie innym od wcześniej spotkanego 20 letniego. W naszą rocznicę odprawił nam mszę, w której wzięliśmy udział my i jakiś 3 przypadkiem trafionych ludzi. Msza po Polsku, odśpiewana przez nasze córki, niesamowita. Rafał towarzyszył z nami już do końca, do Santiago. Uśmiechnięty, szalony... taki dumny gdy koncelebrował eucharystię w katedrze. Jesteśmy umówieni na wspólne spotkanie pod koniec sierpnia, mamy nadzieję, że to początek dłuższej znajomości.

Boże, błogosław Rafałowi, błogosław wszystkim braciom i ojcom Pijarom. Niech głoszą Twoje słowo, niech nauczają o Tobie i o świecie zgodnie ze swoim charyzmatem.

Byli jeszcze inni, z którymi poznaliśmy się trochę mniej. Był krępy Włoch/Hiszpan? z wysokim kolegą o niskim, przylegającym do ziemi głosie. Była Azjatka, którą Iza wielokrotnie widywała w kościele. Był ksiądz z USA który wyglądał jak Japończyk, Chińczyk ale nie jak Amerykanin. Ksiądz który kocha Jana Pawła II. Byli studenci z Brazylii, kończący naukę w Hiszpanii pielgrzymką do grobu Jakuba. Był wysoki nieznajomy, spokojnie kroczący szlakiem, wielokrotnie widziany przez nas w kościele. Ostatnia osoba ze znajomych którą spotkaliśmy w Santiago w dniu wyjazdu. Był młody Hiszpan, znający Polskę, ceniący polskie jedzenie, z którym dogadałem się przy okazji czekania aż moje panie się wykąpią (Hiszpan ma 3 siostry i rozumiał moje zniecierpliwienie). Był młodziutki Hiszpan znający Włoski, Francuski, Angielski, trochę Rosyjski, Chiński i jak się okazało Polski :-) Zaskoczył nas właśnie pozdrawiając nas po polsku. Był Holender, tata z 3 dzieci, które stęsknione widoku młodych na szlaku postanowiły porozmawiać z naszymi dziećmi. Była Ania z chłopakiem(?) z Polski. Był nieznajomy Polak z partnerką anglojęzyczną, którego mijaliśmy wielokrotnie, z którym się pozdrawialiśmy, który dawał nam dobre rady. Był w końcu dziwny pielgrzym z psem Bobo.

Było ich tak wielu. Tak niesamowitych ludzi. Aniołów z którymi powiązała nas pielgrzymka, droga. Ludzi, o których nie wiemy czy szukali Cię Panie, czy tylko szli. Ale nawet jeśli tylko szli, to na pewno odczuli Ciebie. Bo w tej drodze nie da się Ciebie nie odczuć. Ty Jesteś wszędzie na Camino, w geście, w uśmiechu bliźniego. Błogosław im wszystkim, błogosław nam.