Zawsze Ci służyć w pokornym poddaniu;
W każdym człowieku dostrzegać przez wiarę
Twoją obecność.
Te słowa z dzisiejszego hymnu z jutrzni, oraz wczorajszy cytat dnia, spowodowały że zacząłem zastanawiać się nad przyjaźnią.
Przyjaźń. Słowo które używamy na co dzień, którego znaczenie rozumiemy, którym określamy nasz stosunek do wybranych ludzi. Zastanawiając się nad przyjaźnią, zastanawiałem się nad przyjaciółmi, ilu i jakich mam. To wbrew pozorom nie jest takie proste pytanie. Czy mam przyjaciół? Oczywiście! Ilu? Tu już jest mi trudniej odpowiedzieć. Trudniej, ponieważ nie zawsze przyjaciel jest równy innemu przyjacielowi.
Hierarchia przyjaciół? Głupio to brzmi, bo przyjaciel to osoba bliska, z którą chętnie przebywam, której mogę się zwierzyć, z którą wiążą mnie wspólnie przeżyte chwile, doświadczenia. Jak takie osoby mam „posortować” względem ważności. A jednak...
Najlepsze przyjaźnie to te, które trwają od lat. Nowymi trudno dorównać tym starym. Między innymi dlatego, że przyjaciela trzeba poznać, trzeba z nim przebywać dłużej, w różnych sytuacjach. Mam wielu przyjaciół, takich na co dzień... ale takich prawdziwych? Tych jest już mniej. Takich na których mogę polegać, którzy się mi oddadzą w pełni... ilu jest takich. Ilu należy do grupy teleia philia (przyjaźń idealna według Arystotelesa).
Na pewno takim przyjacielem jest Iza. Jeśli żona nie jest przyjacielem, to kto ma nim być? Wspólne doświadczenie, bagaż jaki nosimy. Wspólne problemy i wspólne szczęścia zbliżyły nas i ciągle zbliżają. Ciągle się siebie uczymy i tak będzie do końca. Jej mogę zaufać, czasami bardziej niż sobie. Drugą taką osobą jest chyba Robert. Pewnie o tym nie wie, ale jest mi bratem, którego nigdy nie miałem. Jest jeszcze kilka osób, bardzo mi bliskich, ale z którymi już nie tak często przebywam, które są często zbyt daleko, by ta prawdziwa, wielka przyjaźń mogła kwitnąć. A przyjaźń bez spotkań, bez rozmowy zamiera. Są osoby, które bardzo chciałbym nazwać swoimi idealnymi przyjaciółmi, ale na to trzeba czasu...
W pytaniu o przyjaciół, pojawia się dodatkowe, może ważniejsze... dla ilu ja jestem przyjacielem... dla ilu idealnym...
Wczoraj w cytacie dnia wpisałem słowa Jezusa do mnie, do nas:
Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego,
ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko,
co usłyszałem od Ojca mego.
J 15,15
Jezus jest moim przyjacielem. Czy ja to rozumiem? On chce być przyjacielem. Ten sam Bóg, który stworzył wszystko, który umarł za mnie, moim przyjacielem... Jakim będzie, zależy tylko ode mnie. Czy takim dalszym, takim fajnym, ale nie idealnym? Czy takim teleia philia, z którym będę często przebywał, czasami na milczeniu, ale tak blisko.
Panie, chcę żebyś był mi tak bliski, właśnie taki idealny. Wiem, to nie zależy od Ciebie, Ty opowiedziałeś mi o sobie wszystko, Ty czekasz teraz na moje fiat. To ode mnie zależy, jak bardzo się przed Tobą otworzę, jak bardzo wpuszczę Cię do mojego świata, jak często będziemy razem. A jak już będziemy tak najbliżej jak się da, wtedy zyskam nie jednego przyjaciela, ale miliony. Bo Ty jesteś w każdym człowieku...
