Urodzony w zamożnej rodzinie, w wieku 17 lat porzucił wiarę. Mając 21 ożenił się z dziewczyną, która była z nim w ciąży. Prowadził hulaszcze życie. Miał kolejne nieślubne dziecko. 24 lutego 1954 roku wziął udział w napadzie na bank, w trakcie którego zastrzelił policjanta. Został skazany na śmierć, wyrok wykonano 1 października 1957. Dokładnie 55 lat temu. W 2011 roku zakończył się etap diecezjalny jego procesu beatyfikacji. Spytacie jak to możliwe? Częściową odpowiedź znajdziecie w książce Jacques'a Fescha – Za pięć godzin zobaczę Jezusa.
Książka jak łatwo się domyśleć, opowiada o człowieku, który po upadku powstał. Opowiada w większości jego słowami. To dziennik więźnia, który czeka na wyrok, który pogodził się z rodziną, z sobą, który resztę życia i śmierć ofiaruje Jezusowi. To dziwna książka. Nie czytało mi się jej dobrze. Poznawałem ją kawałkami, często odkładałem i wracałem po przerwie. Dlaczego? Odpowiedź jest zamieszczona niżej, w czterech powodach dla których warto tę książkę przeczytać. Nim do tego dojdę, kilka słów o samej książce. Podzielona jest na trzy części:
- Pierwsza to prezentacja dziennika Jacques'a Fescha, dokonana przez Daniela-Ange'a. Nie znałem historii Jacques'a, więc czytało mi się to dziwnie.
- Druga to sam dziennik, o nim więcej w powodach.
- Trzecia część, to króciutkie świadectwa ludzi, którzy w jakiś sposób zetknęli się z Jacquesem. Tą czytało mi się najlepiej.
A jakie są wspomniane cztery powody dla których warto tę książkę poznać?
Powód pierwszy – każdy ma szansę.
Świadectwo Jacques'a mówi o jednym. Bóg każdemu z nas daje szansę na nawrócenie. Nie ma znaczenia co zrobiliśmy, gdzie jesteśmy. On czeka, wyciąga rękę, wierzy w nas, a my musimy mu się tylko oddać. To tylko, jest często bardzo trudne do zrealizowania. Trudne gdy chcemy to zrobić sami. Gdy się oddajemy, jest już proste. W części pierwszej Daniel Ange wspomina podobne historie nawrócenia, opisuje nawet więźniów skazanych na dożywocie, którzy postanowili zostać księżmi. Dla mnie było to niesamowite.
Powód drugi – wiara.
Wiara Jacques'a powala. Jest tak pewny tego, że Bóg mu wszystko darował, że przyjmie go do Siebie, że aż źle mi się to czytało. Jestem człowiekiem małej wiary, widzę swoje grzechy, ja nie potrafię tak zaufać. Czytało mi się źle, bo zastanawiałem się, czy to nie jest aż pycha, taka pewność. Pewnie pycha z mojej strony :/ Jacques miał wiarę, a cała część pamiętnikowa daje mocno do myślenia.
Powód trzeci – podobieństwo.
Mimo jego ogromnego zaufania, mimo wiary, jego stan poznawania Chrystusa, odczuwania Go, zmienia się. Raz czuje się bardzo blisko Jezusa, Maryi, za chwilę jest daleko. To takie ludzkie. To takie było mi bliskie. Ile razy bywa tak, że modląc się czuję rękę Pana na swoich plecach, a potem przez kilka dni jest pustka. My mamy łatwiej, mamy życie, zadania, obowiązki. Jacques modlił się, czytał, modlił i modlił. I brak dotyku Boga bardzo mu ciążył. Te wahania były mi bliskie, przez co bliski stawał mi się Jacques.
Powód czwarty – świadectwo współwięźnia: „Bądź dzielny, braciszku, spotkamy się tam w górze!”

